wtorek, 24 listopada 2015

Love Style Life


Jest piękna jesień, słychać jak deszcz uderza o szyby a ja siedzę objadając się dyniowymi muffinami i popijając cynamonową herbatkę sporządzam listę zakupów na najbliższe Święto Dziękczynienia, za którym osobiście przepadam :) I tak siedząc ciągle jestem myślami wokół niedawno odbytego spotkania z fantastyczną Garance Dore :) Nadal sama nie mogę uwierzyć, że udało mi się ją spotkać. Ale chwila, czy wszyscy ją kojarzą? Jeśli nie to dla przypomnienia Garance to francuska blogerka z dowcipnym językiem, niezwykłym poczuciem piękna i ogromnym talentem do ilustracji mody, niegdyś także partnerka życiowa Scotta Schumana, założyciela bloga The Sartorialist. Od lat mnie inspiruje i każdego dnia dodaje mi wiary we własną osobę. W tym roku Garance debiutuje jako pisarka. W książce Love Style Life opowiada o pracy, o stylu, modzie, o tym jak spędza wolny czas a przede wszystkim o życiu w Nowym Jorku oczami pięknej Francuzki. Na początku listopada miałam okazję spotkać Garance w jednym z centrów handlowych w Bostonie w sklepie Club Monaco, który towarzyszy Garance podczas promocji książki. Club Monaco to kanadyjska marka z 1985 r, której właścicielem od 1999 jest Polo Ralph Lauren. Oferuje ona wysokiej jakości luksus w przystępnej cenie, dla kobiet, które kochają modę ale bez szaleństwa, które łączą absolutne must have z ponadczasową klasyką. Mnie osobiście marka urzekła od samego początku. Garance idealnie wpasowuje się w nastrój i otoczenie marki. Spotkanie poprzedzone było wręczeniem kwiatów oraz bezalkoholowych drinków dla każdego przybyłego gościa, oczywiście wszystko w barwach CM czyli postarzałej bieli i wszechobecnym kremie typowym dla marki. Póżniej z książką w dłoniach z niecierpliwością oczekiwałam osobistego spotkania z Garance i kiedy nadeszła moja kolej z szerokim uśmiechem na twarzy przywitałam tę niezwykłą, pełną uroku osobistego kobietę. Wymieniłyśmy kilka zdań o sobie i o tym jak obydwie kochamy Nowy Jork:) spotkanie uważam za bardzo udane, napełniło mnie pozytywną energią, która trzyma mnie po dzień dzisiejszy . Oczywiście nie obeszło się bez autografu, który uważam za największą ozdobę mojej książki. Dołączam zdjęcia z nadzieją, że również i Was wprawią w taki nastrój :) 
Z pozdrowieniami z pięknego, jesiennego Bostonu :)
Piaf










niedziela, 15 listopada 2015

Something new

Cześć,
Przepraszam za zaniedbanie mojego bloga, ale przechodziłam metamorfozę, miałam głowę pełną nowych pomysłów tj. założenie vlog'a itd. Moją metamorfozę drastycznie przeżyła moja szafa, jak i portfel moich rodziców. Jak sami mogliście zaobserwować na moim instagramie, kiedy sprzedawałam swoje ciuchy. Nasuwa się jedyne pytanie "PO CO?". Odpowiedź brzmi dość banalnie- KONIEC Z MURZYŃSKIMI STYLÓWKAMI. Z czym, więc wiążę się mój post? Otóż chciałam wam napisać o moim stylu i jak go odbieram. Styl to dość obszerny temat i przewija się on w moim życiu od najmłodszych lat. Moda w moim domu to temat codzienny. Każda z nas łącznie z moją mamą interesuje się nią i można to zauważyć po ilości pudełek z butami poukładanych, w każdej wolnej przestrzeni. Moje zainteresowanie modą nie narodziło się z dnia na dzień, to pasja, którą pielęgnuje i pogłębiam. Uważam, że każdy z nas posiada własny styl, poszukuje, naśladuje innych lub zwyczajnie go nie posiada. Młodzi ludzie inspirują się produktami, które zawarte są w środkach masowego przekazu, nie umieją odróżnić tak na prawdę brzydkiej rzeczy od ładnej. Do tej pory szukałam swojego stylu, od skrzydeł Jeremiego Scotta poprzez dresiki czy rybackie kapelusze. Wtedy byłam przekonana, że to stylówy na dłuuuuugie lata mojej młodości. A jednak......

CZĘŚĆ II JUŻ NIEBAWEM !!!




fot. Ania Krajda